„Maruda”

by Marek | 3 sierpnia 2012 10:40

[1]Dziwna sytuacja, która doprowadza do rozpoczęcia dyskusji czy aby przeprowadzić testy alergiczne i bilans 6 latka pacjent, w tym przypadku Mateuszek musi leżeć 3 dni  na oddziale szpitalnym?
Jak wiecie Pani doktor z Poradni Mukowiscydozy w Gdańsku zaleciła ów pobyt w w/w celu. Planowany był od dnia 9 sierpnia.

Na samym początku córka jak i moja żona przyjęły decyzję lekarza jako konieczną i ostateczną. Pojawiło się jednak małe, ale…….. Mianowicie 50 letni maruda, który bardzo często swoją dociekliwością doprowadza, co niektórych do, delikatnie mówiąc stanu podenerwowania.
Dlaczego, czy na pewno, czy koniecznie, a co z możliwością infekcji, a bakterie szpitalne, które tylko czyhają, aby zaatakować, kto na tym ucierpi? To tylko kilka z wielu pytań, które zadawałem sobie po decyzji lekarza. Bardzo mi przykro, że nie godzę się a przynajmniej nie od razu na tego typu zalecenia. Prosiłem Państwa o pomoc w odpowiedzi na moje pytania i wątpliwości, jednocześnie zacząłem sam szukać informacji na opisywany temat. Okazało się, że nie ma konieczności leżenia na oddziale przy bilansie 6 latka ( to już wiemy, bo wywalczyliśmy to jakiś czas temu), ale też nie ma potrzeby, aby kłaść się w wylęgarni bakterii, by przeprowadzić testy alergiczne, zalecane Mateo.

Wiemy Od naszej Pani Doktor Odyniec, że istniałaby ewentualnie konieczności pobytu w szpitalu gdyby testy były, mówiąc kolokwialnie „tak zwane skórne”. Wtedy ponoć częstotliwość sprawdzania przebiegu testu jest inna. Początkowo o ile pamiętam po 20 minutach, potem po 6 godzina, następnie po 10 itd. Niby racja, ale…….I tu znowu jako, że maruda pomyślałem sobie, owszem, kto ma do szpitala tak jak my około 60 km, mógłby, czy musiałby się położyć na oddział, ale kto mieszka na miejscu mógłby przecież teoretycznie dochodzić na czas sprawdzania wyników testów. Marudząc dale można by znowu teoretycznie dojeżdżać do Szpitala nawet z Tczewa. Wiem, że to [2]kłopotliwe, męczące, pewnie nie do końca logiczne, a i kasy na paliwo potrzeba, ale wydaje mi się, że zaznaczam teoretycznie, można?

W końcu maruda doprowadził do tego, że córka zadzwoniła jednak do Pani doktor a ta jakoś bez zbytnich protestów, twierdząc jednak, że jak już pisałem łamie wszelkie normy i zasady zgadza się na dojazdy.
Mnie marudzie osobiście ulżyło i we środę stawiliśmy się w szpitalu na badania w pierwszy z zapowiadanych trzech dni.
Oczywiście trzeba wykonać czynności przyjęcia Mateo do szpitala, na oddział ( uważam, że chodzi o kasę a wy ?). Tym razem poszło dosyć sprawnie, ku mojemu zdziwieniu, ponieważ poprzedni ślimaczyło się bardzo.
Potem skierowani na odział, Córka z Mateuszkiem zniknęła mi za jego drzwiami. Widziałem, że Mati najbardziej boi się pobierania krwi, choć przed deklarował, że:

– dzidziuś, my faceci jesteśmy twardzi

[3]Siedziałem za drzwiami pijąc „kawę z automatu” i zastanawiałem się czy i jak przebiegają czynności związane z naszym pobytem. Minęło sporo czasu i okazało się, że córka z Mateo dalej siedzi i czeka. Pomyślałem sobie normalka. Miał stawić się na czczo mniej więcej na godzinę, 9:00 czyli teoretycznie z uwagi, że to jednak jeszcze małe dziecko i może odczuwać głód, powinni przynajmniej wykonać te badania, które wymagają „pustego żołądka” jak najszybciej……e tam a kto o tym myśli?

Na chwilkę pozwolicie, że zmienię temat, niech Mateo spokojnie czeka na swoje badania a ja w tym czasie poruszę jeszcze jeden myślę, że ciekawy aspekt „rozwijającej się błyskawicznie naszej służby zdrowia”.
Co roku, od kiedy stwierdzono to paskudztwo u Mateuszka, przyjeżdżamy na badania zwane bilansem ( nazwa kojarzy mi się z księgową no może z księgowością, ale?) i rok w rok przed rozpoczęciem badań córka musi odpowiadać na pewną ilość pytań. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że co roku są to te same pytania, które skrupulatnie zostają zapisywanie na odpowiednich drukach. Nie wiem czy w czasie roku pada im system komputerowy czy być może w sezonie zimowym palą tymi drukami w piecu, bo jak wspomniałem podczas kolejnych badań padają identyczne pytania. Tak też było i tym razem. Córkę w tym roku trochę zaskoczyło pytanie:
– kiedy Mateuszek zaczął siadać i chodzić?
Czy te same pytania będą zadawane np. powiedzmy  za 10 lat? No, ale to tak na marginesie.

Mateo z mamusią dalej siedzą i czekają aż ktoś się nimi zajmie i nie wiem ile by jeszcze to trwało, gdyby na oddział nie przyszła lekarz, która prowadzi i czuwa nad prawidłowym przebiegiem wszystkich badań, łącznie z testami alergicznymi, to nie wiem, kiedy one by się rozpoczęły, a Mateo cały czas na czczo?

Za jakiś czas pojawia się Mateuszek mimo deklaracji nieco zapłakany. Kiedy jednak spojrzałem na jego rączki i plastry z gazą na jednaj i drugiej, wiedziałem, że już znowu coś nie wyszło, że [4]trzeba było kłuć obydwie? Twarz jego nagle stała się bardzo blada, po jednej rączce bardzo mocno zza opatrunku zaczęła sączyć się  krew. Córka wróciła na oddział i za chwilkę wrócił już „naprawiony”

Po tej niezbyt delikatnej operacji, zalecenie było następujące.
Mateo miał spożyć posiłek, napić się do oporu i od skończenia posiłku za dwie godziny mieliśmy się ponownie stawić na oddziale. Tak też zrobiliśmy. W tym czasie pojechaliśmy do ulubionej przez niego Galerii Gdańskiej, potem spacer po „przyszpitalnym lesie, aby jakoś ten czas zleciał”. Zapomniałbym dodać, że Mateuszka w szpitalu ponownie odwiedziła Pani, którą już przedstawiałem [5]wcześniej, a którą Mateuszek uwielbia i towarzyszyła nam do końca badań. Dzięki jej obecności Mateuszek szybko zapomniał o niezbyt udolnym pobraniu krwi. Pani Magdo dziękujemy bardzo.

Po dwóch godzinach zgodnie z zaleceniami stawiliśmy się na oddziale, gdzie jeszcze raz pobrano Mateuszkowi krew, potem dosyć szybko zrobiono USG brzuszka, EKG serduszka i to by było na tyle tego dnia.
Jeszcze powinien mieć robione echo serca, ale Pani doktor złamała rękę ( życzymy szybkiego powrotu do zdrowia) Mniej więcej o godzinie 13:00  było po wszystkim.
Co ciekawe następnego dnia nie mieliśmy przyjeżdżać a przypominam, byliśmy we środę 1 sierpnia, tylko w piątek na samo echo serca. Córka dzwoniąc na drugi dzień z pytaniem o częściowe wyniki dowiedziała się, że na badanie echo serduszka i krótkie badanie alergiczne mamy przyjechać 10 sierpnia. Potrwa to dosłownie godzinkę i będzie po corocznym bilansie i testach alergicznych. Wyniki to już inna sprawa, oczywiście zainteresowanych poinformuję na stronie.

JaK zauważyliście Państwo początkowe, konieczne 3 dni pobytu na oddziale po tym, co myślę, że w miarę dokładnie opisałem stały się jeszcze bardziej bezsensowne niż na samym początku.[6]
Reasumując, we środę zajęło to nam mniej więcej 4 godziny, zakładam, że 10 sierpnia, no nich to zajmie 3 godziny i to wszystko. Po jaką cholerę trzeba byłoby leżeć 3 dni i cały czas być narażonym na „niewidzialne paskudztwa fruwające po szpitalu”? Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o…?
Kiedy widzę w TV lekarzy, którzy z poważna miną do znudzenia powtarzają, że dla nich liczy się tylko dobro pacjenta………….to już nawet nie mam ochoty na pusty śmiech. Oczywiście dodać muszę, że nie można generalizować. Pewnie zdarzają się i tacy lekarze, na których jednak, co raz trudniej trafić.

Tak też „maruda” doprowadził w końcu do tego, że konieczny pobyt na oddziale, to już tylko historia. Jeszcze raz powtarzam, moim zdaniem pobyt w szpitalu to niezbędna konieczność w innych przypadkach należy unikać tych nieprawdopodobnie nieprzyjemnych, stresujących, zawalonych bakteriami miejsc.

Endnotes:
  1. [Image]: http://mati-szostak.pl/wp-content/uploads/2012/08/BILANS09.jpg
  2. [Image]: http://mati-szostak.pl/wp-content/uploads/2012/08/BILANS08.jpg
  3. [Image]: http://mati-szostak.pl/wp-content/uploads/2012/08/BILANS10.jpg
  4. [Image]: http://mati-szostak.pl/wp-content/uploads/2012/08/BILANS-6-LATKA18.jpg
  5. [Image]: http://mati-szostak.pl/wp-content/uploads/2012/08/BILANS-6-LATKA22a.jpg
  6. [Image]: http://mati-szostak.pl/wp-content/uploads/2012/08/BILANS-6-LATKA09.jpg

Source URL: http://www.mati-szostak.pl/2012/08/03/maruda/