Spotkanie z Mistrzem.

Spotkanie z Mistrzem.
Październik 31 09:58 2012 Print This Article

Tak jak pisałem wczoraj o godzinie 11: 30 wyjechaliśmy z Tczewa w miejsce, od którego chyba nigdy nie uda nam się uwolnić. Szpital na Polanki, o nim oczywiście piszę jest naszym koszmarem a jednocześnie paradoksalnie jednym z nielicznych miejsc, w którym mogą pomóc Mateuszkowi. Na miejscu jak zaznaczono powinniśmy stawić się punktualnie, bo inaczej…


Szanowny Pan doktor może nie czekać. No jak tak to tak? Zjawiliśmy się około godziny, 12: 25 czyli wcześniej a i tak Mateuszek został przyjęty dopiero o godzinie 13:30. W tym kraju to nic niezwykłego, ale skoro mówi się nam, aby się nie spóźnić, bo doktor ucieknie a potem czekamy w wylęgarni bakterii aż nadejdzie nasz czas przyjęcia, który już dawno minął, coś nie tak a może to ja się czepiam?
Taka ignorancja denerwowała mnie tym bardziej, że Mateusza w pewnym momencie zaczął boleć brzuszek i to bardzo. W korytarzu podawaliśmy mu tabletki, ale ból nie mijał. Mateo, co naturalne nie był już sobą. Siedział i cierpliwie czekał, ale zasmucony, zamyślony, żal było na niego patrzeć. Razem z nami do Gdańska pojechał Prababcia Mato, której obecność miała jak zwykle bardzo pozytywny wpływ na naszego smyka.
Tak czekając, czekając nagle gruchnęła wiadomość, że za chwilkę w szpitalu zjawi się Dariusz Michalczewski, który na zaproszenie PTWM, odwiedzi dzieci na oddziale. Mistrz jak wiecie założył Fundację “Równe szanse”, którą jako założyciel pewnie również reprezentował. Siedząc w poczekalni wiedzieliśmy, że będzie musiał tędy przechodzić, Żałowałem trochę, że nie mam jakiegoś zdjęcia Mateo czy przyzwoitej kartki, na której mógłby złożyć swój autograf gdybym go o to poprosił. Myślę sobie, trudno.
Siedzimy dalej obok siebie, tak jak kury na grzędzie, Mateusza boli brzuszek w dalszym ciągu. Nagle usłyszeliśmy głosy, zrobił się szum i małe zamieszanie, jest sam Mistrz jest.
Patrząc jak wchodzi do poczekalni z grupą ludzi pomyślałem
– fajnie jest zobaczyć Tigera na “żywo”
Nagle niespodziewanie cała świta zatrzymuje się przed nami a Pani z Fundacji PTWM, która zna Mateuszka przedstawiła go Panu Darkowi. Przywitał się uśmiechając do Mateuszka, uściskał rękę nam wszystkim i cała ekipa powędrowała na oddział.
Nie powiem byliśmy mile zaskoczeni. Zawsze to fajnie, kiedy nikt nie zwracał na nas uwagi a tu nagle taki zaszczyt. Jeszcze bardziej żałowałem, że nie mogłem prosić o autograf dla Mateo, byłaby pamiątka do końca życia.
Cóż pomyślałem, szkoda było minęło i dalej wszyscy skupiliśmy się na naszym mukolinku, który cały czas narzekał na ból.
Czekanie zaczęło nas powoli coraz bardziej irytować, wszyscy w duchu zapewne chcieliby już opuścić to miejsce oczywiście po wizycie u laryngologa z informacją, że wszystko jest ok. Widocznie tak miało być, że musieliśmy czekać dłużej na przyjęcie, bo znowu zrobił sie szum i zamieszanie. Pan Michalczewski opuszczał szpital i tu dopiero była niespodzianka. Ponownie zatrzymał sie przed Mateuszkiem prosząc, któregoś z towarzyszących mu panów, aby poszedł do samochodu po zdjęcie Mistrza, aby podarować je Mateuszkowi z własnoręcznym autografem. W tym czasie korzystając z nieprawdopodobnej okazji córka zapytała czy nie zgodziłby, aby zrobić mu zdjęcie z Mateuszkiem. Zgodził się oczywiście bardzo chętnie a o to efekt:

      

( zdjęcia robiłem telefonem i są prawie identyczne. Zrobiłem szybko kilka, gdy jakieś miało nie “wyjść”, są dla nas bezcenne )

Podpisał zdjęcie długopisem podanym mu przez Prababcie Mateo i jeszcze raz pozdrawiając nas serdecznie zniknął za drzwiami poczekalni. Teraz to już był nadmiar wrażeń i jakże miłe zaskoczenie.
Muszę przyznać, że byłem pod ogromnym wrażeniem. Mam już swoje lata i jakby nie łatwo jest mnie zaskoczyć a jednak. Do tej pory oczywiście oglądałem wszystkie walki Tigera w TV, ale nie myślałem, że spotkamy się i to w takich okolicznościach.
Moi drodzy, rozmawiając między sobą po tym wydarzeniu doszliśmy wszyscy do wniosku, że to nieprawdopodobnie porządny dobry facet. Przecież nie mieliśmy do tej pory okazji poznać go z tej strony. Zachowanie godne Mistrza. Kiedy szedł na oddział można powiedzieć, że zachował się tak, bo Pani przedstawiła mu Mateuszka, ale wracając nie musiał już robić nic a jednak? Zatrzymał się z własnej woli, chcąc podarować Mateuszkowi autograf, z chęcią zgodził się na zrobienie wspólnego zdjęcia i bardzo mile żegnając się wszystkich pozdrowił.

Panie Darku, pewnie Pan nigdy nie przeczy tego i nigdy nie odwiedzi strony Mateuszka, ale pragnę Panu w jego imieniu i całej naszej rodziny podziękować za ten przemiły gest i zachowanie naprawdę godne Takiego Mistrza jak Pan. Był Pan wielkim Mistrzem na ringu, jest Pan wielkim Mistrzem i człowiekiem po za nim i zawsze Pan nim pozostanie. Dla Mateuszka i dla nas był to ogromny zaszczyt Pana poznać.
Jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję.

Nie mieliśmy specjalnie czasu ochłonąć, bo córka została poproszona do gabinetu laryngologa, oczywiście z Mateo. Po wizycie spotkała się z Paniami, które leczą Mateuszka w poradni, aby ustalić dalszy przebieg diagnozowania tego bólu, którego według odbytych już badań nie powinno być.

Zalecono ponowne badanie kału pod kątem rota wirusów i coś tam jeszcze, czego nie pamiętam. Kiedy będą już wszystkie wykonane badania, być może uda się ustalić przyczynę tych męczących dolegliwości?•Jeżeli jednak nie, wspominały coś o położeniu go na oddział celem wykonania innych badaniach z gastroskopią włącznie. Mam jednak nadzieję, ogromną nadzieję, że unikniemy pobytu w szpitalu i gastroskopii. Ponoć robi się to dzieciom w jakimś znieczuleniu, że niby nic nie boli, ale kto chciałby połykać rurę i czekać aż skończy się badanie.

Osobiście miałem już gastroskopię 4 może 5 razy. Przy pierwszy badaniu miałem wrażenie jakby mi “pchali do gardła rurę od odkurzacza”, także dziękuję bardzo i mam nadzieję, że takiej potrzeby nie będzie.

Zapomniałbym o laryngologu. Krótko, wszystko w jak najlepszym porządku. Zalecił dalsze płukanie noska za pomocą “konewki”, której akurat Mati nie znosi, woli inny sposób płukania, ale teraz usłyszał od Pana doktora, który notabene bardzo mu się “spodobał”. Córka potwierdziła, że faktycznie był bardzo miły i przygotowany do pracy z dziećmi.

Mateuszek już po wizycie powiedział do nas:
– Pan Doktor był fajny, mówił do mnie…”Stary”

Podsumowując wizytę wstępne zdenerwowanie długim okresem oczekiwania zostało Mateuszkowi i nam wynagrodzone niesamowitym spotkaniem.

Z ostatniej chwili.

Mateuszek wstał rano i dopiero teraz dowiedziałem się, że jeszcze wczoraj późnym wieczorem, ponownie bolał go brzuszek i córka podawała mu leki. Dzisiaj rano wskazuje na dół brzuszka, który teraz boli go pod uciskiem, czego nie było wczoraj podczas badania. Dzień zaczął się jak zwykle ostatnio. Jest tak dobrze, to dlaczego wciąż występuje ten ból.
Jak Mateo będzie gotowy na oddania kału, zaraz po jego pobraniu muszę jechać do Gdańska do tamtejszego laboratorium? Wczoraj wspomniałem, że może zabiorę go ze sobą, bo tak uwielbia jeździć samochodem, ale nie wiem, co dalej z tymi bólami a przecież jeszcze nie jadł śniadania. Ból pojawia się już w trakcie jedzenia?
Czyli stresujący kolejny dzień się rozpoczął, a to nie jedyny nasz problem.

Miłego dnia.

  Categories:
view more articles

About Article Author