„Wraca stare”

„Wraca stare”
28 grudnia 07:05 2012 Print This Article

komuna wraca2Jak się okazało żal za komuną i czasami, kiedy to żyło się tak cudownie, dla niektórych nigdy nie przeminie? Myślę, że dobrym przykładem tych  czasów w naszym mieście będzie „niezatapialna przez żaden układ rządzący” Tczewska  Spółdzielnia Mieszkaniowa. Wydawałoby się, że…

minęło już trochę lat, część z dawnych proletariuszy poszła już na zasłużone emerytury, teraz w ciszy, ciepełku mieszkanka wspominają czasy swojej potęgi a nowy świeży powiew demokracji nie ominął również tej nie ukrywam nielubianej nie tylko przeze mnie instytucji.

Nie z własnej woli, ale z potrzeby przetrwania mam z tą instytucją styczność, choć marzy mi się chwila, kiedy i tam zrozumieją, że zatrudniają ich i płacą za „pracę” wszyscy szarzy członkowie spółdzielni. Niestety boję się, że ten moment nigdy nie nadejdzie, dopóki pracować tam będą dinozaury tęskniące za czasami i tu mam nadzieję minionej już epoki. Na razie jednak nie ma, co o tym marzyć. 

Mieszkam na Suchostrzygach i ten rejon ze zrozumiałych względów interesuje mnie bardziej niż inne a moja ulica, okolice budynku, w którym jeszcze zamieszkuję w szczególności. Od jakiegoś czasu zacząłem obserwować zmiany, które mówiąc delikatnie nie bardzo podobają się przynajmniej części członków tej zacnej firmy. Do tego jeszcze zaszczycił nas i zamieszkał w naszym bloku przy Alternatywy 4, nie to żart, ale żartem już nie jest osoba  gospodarza nie tylko domu, ale naszego osiedla. Sam Boss administracji zamieszkuje w bloku, który jest własnością spółdzielni, ale już mieszkańcy bloku i tu chyba się różnimy z Bossem, to wolni, potrafiący myśleć samodzielnie, porządni ludzie ( w odróżnieniu  od niektórych zarządców), coś mi się jednak  wydaje, że przedstawiciele właściciela o tym zapominają. 

Wróćmy jednak jeszcze raz do wspaniałego serialu Barei jak w filmie tak i w życiu oprócz gospodarza musi być osoba, która wie wszystko o wszystkim i wszystkich a z kim się taką wiedzą podzielić, mam pisać? A mamy w budynku takich, dla których  slogan „okno na świat” stał się przewodnim motywem egzystencji. Widzą, czego  ludzkie oko nie jest wstanie zobaczyć, słyszą, czego ludzkie ucho nie usłyszy i szybciutko, cichutko do spowiedzi.

Na chwilę pozostawię odwieczne układy, układziki, które zatruwają ludziom życie i przejdę do konkretów, czyli co mnie gryzie:) Pozwólcie jednak, że będę pisał tylko i wyłącznie we własnym imieniu, aby uszanować zdanie inaczej postrzegających to, co mi  przeszkadza.

-,  Choć już ta sytuacja trwa od dosyć dawna, nadal mnie to irytuje.

Wykonano, co prawda bardzo dobre wiaty, pomieszczenia, w których umieszczone są pojemniki na śmieci, dobry pomysł dobra robota, ale? W pewnym momencie ktoś z włodarzy spółdzielni, założę się, że na gorącą prośbę członków ( na pewno przynajmniej jednego z naszego budynku) nakazał pozamykać pomieszczenia na klucz. O zdanie mnie nie pytali, ale za klucz musiałem zapłacić, bo inaczej nie wejdę do tego zacnego przybytku. Nie wiem ja się nie znam jestem, jestem prostym człowiekiem i pytam, dlaczego, po  jakie licho?

Ok, bo zbierający puszki i co się tylko nadaje, w większości biedni ludzie, rozsypują śmieci? Kto grzebie w śmieciach,  albo menel zbierający puszki, aby po sprzedaży zamienić je na pełne albo ktoś, dla kogo jest to ostatnia deska ratunku, by przetrwać? To właśnie oni grzebiąc w śmieciach przy okazji robili nieporządek? Czy może ktoś nie życzył sobie, aby  niepowołany, obcy grzebał w jego śmieciach? No jak boga kocham nie rozumiem.

Co prawda jedno się poprawiło a mianowicie stali bywalcy śmietnika mając podorabiane klucze otwierają drzwi i po rozgrzebaniu jak to robili przedtem wychodząc przekręcają klucz w drzwiach? Czy o to chodziło o „ucywilizowanie grzebiących”?

Faktem również było, że ludzie handlujący na naszym „Manhattanie” po pracy lub przed podjeżdżali pod śmietnik i pozbywali się opakowań po towarach. No można by pokusić się o stwierdzenie, że my płacimy za wywóz a oni w szybki sposób zapełniają śmietniki. Można by gdyby nie to, że oni również robią to nadal z tą różnicą, że otwierają drzwi kluczem.

Natomiast ktoś przypadkowo przejeżdżający czy odwiedzających kogoś z pobliskich budynków chciałby po prostu wyrzucić coś do śmieci, jak skoro nie ma klucza  a jedyny kosz na śmieci, który stał przy parkingu został usunięty a nowy zamontowany na tyle daleko, że nikt ni będzie dygał z papierkiem kilkanaście metrów, ale po prostu ciśnie go na ziemię. Czy o to chodziło?

Najgorsze jest to, że taki manewr wykonali prawie w całym mieście. Można pokusić się o stwierdzenie, że wszystkim się ten pomysł spodobał, tylko ja marudzę? Być może, ale nadal uważam pomysł za idiotyczny, bez sensu.

Polska walczy z brudem i zanieczyszczeniem miast i wsi  zamykając śmietniki na klucz? Były klucze do zsypów są klucze do śmietników. Jak nie kojarzyć tego z tamtymi mrocznymi czasami?

 – Ogólnie wiadomo, że w całej Polsce brakuje miejsc parkingowych.

W szczególności na starszych osiedlach, bo komuna nie przewidywała, że kiedyś liczba aut zwiększy się do tego stopnia. Oczywiście nasze osiedle nie jest niestety wyjątkiem. „Spółdzielczy beton” również nie przewidział, czy może miał to w d…., że przed naszymi domami, mimo że  miejsca parkingowe są, ale niestety jest ich za mało. Mieszkańcy zwłaszcza, na noc zmuszeni brakiem miejsc stawiają swoje auta przy chodnikach lub częściowo na nich, zachowując jednak przepisową przestrzeń dla pieszych. Gdyby mięli inne wyjście pewnie samochody stałyby na parkingach a tak albo przed domem albo na płatnym parkingu. Mimo trudności jakoś by  to się toczyło, ale tu zaczyna się znowu współpraca mieszkańców z naszym administracyjnym Szefem i korzyści płynące z jego zamieszkiwania w naszym budynku.

Mimo że Boss też ma auto, nawet niezłe, ale on podjeżdża na krótki okres i gdzieś to auto trzyma, nie wiem w garażu na parkingu płatnym, jego sprawa. Ciekawi mnie i pewnie nie tylko mnie, co zrobiłby gdyby kończąc dzień pracy nie miał gdzie postawić auta? Co szukałby na innych osiedlach, odważyłby się? Postawiłby przy lub na części chodnika a tak?

Więc do akcji ruszyło nasze „wielki oko”, któremu stojące samochody mimo, że nie tarasowały mu przejścia oczywiście zaczęły przeszkadzać. Co się w takich sytuacjach robi? „Kabluje się Bossowi” i za moment pojawiając się znaki zakazujące postoju przed i na chodnikach. Tak się załatwia swoje sprawy.

„Gospodarz osiedla” nie trzyma auta przed domen, z natury nie lubi ludzi, mamy znak i problem. Aby było ciekawiej nasze „wielkie oko”, kiedy zauważy, że ktoś mimo zakazu postawi auto, z różnych powodów, co robi wtedy uszczęśliwiony, „wykonuje telefon do przyjaciela”, w tym przypadku do straży miejskiej a że to ich ulubiona robota są błyskawicznie i zarabiają na życie. Oko szczęśliwe, Boss szczęśliwy tylko mieszkańcy nie bardzo. Gdyby jeszcze pod znakiem umieszczono tabliczkę,  zakaz nie obowiązuje w godzinach nocnych, no można by to jakoś przełknąć ale tak to jawna prywata.

Przeszedłem się z ciekawości po osiedlu, bo pomyślałem, że być może to znowu pomysł ogólny, osiedlowy, ale nie. W miejscach gdzie taki znak naprawdę by się przydał to go nie ma, u nas gdzie mimo pozostawianych aut na części chodnika nie było problemów z przejściem stoi znak zakazu postoju, bo? A no, bo mamy  przynajmniej jedno „wielkie oko” i szefa administracji za sąsiadów. Czyli co się zmieniło w sposobie działania pracowników spółdzielni mieszkaniowej w stosunku do czasów komuny, nic. Dalej  jeden człowiek w porozumieniu z drugim brużdżą i do tego w swoim gnieździe, bez obawy o ewentualną odpowiedzialność. Mówiąc krótko robi, co chce i jak chce.

– co zauważyłem podczas  świątecznego spaceru  z wnukiem?

Na trawniku za blokiem stoi znak znienawidzony w okresie komuny, „bohater wielu dowcipów” z tamtego paskudnego okres a mianowicie znak    „Nie deptać trawników”.

Kiedy go ujrzałem nie mogłem przestać o tym myśleć? Spółdzielnia Mieszkaniowa w Tczewie i jej administracja zatęskniła tak bardzo za czasami swojej świetności, że z powrotem zakazuje ludziom spacerowania po trawnikach? Mimo że to instytucja, dla której czas się zatrzymał to nie spodziewałbym się nawet w ich wykonaniu takiego idiotyzmu a jednak.

Pamiętam swego czasu zakrojoną na szeroką skalę dyskusję w mediach i nie tylko, na temat tego, że w końcu skończyły się czasy, kiedy zabraniano znakami zakazu wejścia ludziom na trawniki pod groźbą kary. 

Mówiono wtedy, że trawniki są dla ludzi i przytaczano przykłady z cywilizowanych krajów gdzie korzystanie z zielonych trawników to powód do pikników, odpoczynku, spacerów właśnie na zielonej murawie. 

Nie wiem, może się mylę, ale wydaje mi się, że inni również nie zauważyli tych znaków z prostego powodu, myśleli podobnie jak ja, że te koszmarne czasy minęły? 

Przynajmniej w Tczewie dzięki pomysłom tuzów Spółdzielni mamy kolejny element wskazujący na to, że coś niedobrego zaczyna się dziać. 

Jak wytłumaczyć dziecku, że nie może biegać po trawie, bo tak stoi znak zakazu? Jakich słów uważanych za cenzuralne użyć w stosunku do tego typu działalności Spółdzielni Mieszkaniowej? Czy to tylko w naszym mieście, bo może coś przeoczyłem i wraca stare?. 

Mógłbym wymieniać jeszcze więcej, powtarzam moim zdaniem absurdów, z którymi niestety znowu mamy do czynienia. 

Znaków zakazujących pojawia się coraz więcej, bo to najłatwiej. Zakaz wchodzenia z psem na trawnik. Ja też nie cierpię, kiedy na trawniku leży mnóstwo „min po psach”, ale skoro takie znaki pojawiają się coraz częściej to gdzie właściciele psów mają ze swoimi pupilami spacerować, to już ich nie obchodzi. Sprzątać po psach, jak najbardziej, ale na w naszej części osiedla stoi jeden specjalny pojemnik na odchody itd. itd.  Zapomniałbym jeszcze o jednej próbie zakazu i o tym pisałem. Kiedy próbowałem sfotografować dziurę w chodniku, w którą wstawiano znak zakazu postoju, zadano mi pytanie czy mam zgodę na tego typu fotografowanie?

·Reasumując: „zakaz deptania trawników”, „Zakaz wyrzucania śmieci, bo śmietniki zamknięte na klucz”, „Zakaz wchodzenia na trawniki z psami, bez wskazania alternatywnego miejsca”, „zakaz fotografowania dziury w chodniku” (czy im się naprawdę  w tych główkach poprzewracało? )”Być może dla kogoś to drobiazgi, ale bez reakcji, godząc się na taką samowolę, zakazów pojawi się znacznie więcej, a miało być tak pięknie?

Na  dzisiaj wystarczy, ale mam zamiar obserwować zmiany zachodzące na naszych osiedlach, te dobre i te idiotyczne. Będę o nich pisał, czy ktoś to przeczyta czy nie, aby potem nie było, że nic nie robiłem, nic nie wiedziałem i nie słyszałem, bo tak łatwiej.

 

  Categories:
view more articles

About Article Author

write a comment

0 Comments

No Comments Yet!

You can be the one to start a conversation.

Add a Comment

Your data will be safe! Your e-mail address will not be published. Other data you enter will not be shared with any third party.
All * fields are required.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.