Nie jest tak, jak się czasami wydaje…

Nie jest tak, jak się czasami wydaje…
14 stycznia 09:22 2013 Print This Article

spacer14Jest w tej chwili godzina 5:00 rano. Za oknem, ciemno, zimno, ale śnieg, który zalega wokół domów wygląda dosyć fanie. Nie śpię już od godziny 4:00. Ból całego ciała jest tak potworny, że muszę wstać, wziąć najsilniejszy z istniejących tramali  oraz inne tabletki, które notabene zabijają mnie z innej strony i aby nie zwariować, siadam przy komputerze pisząc parę słów. Wierzcie mi ciężko już to wytrzymać. Ale wracamy do tematu…

Mateuszek szczęśliwy radosny.

Czuje się dosyć dobrze, Jak na razie udaje nam się go chronić przez grypą infekcjami, ograniczając do absolutnego minimum obecność w miejscach, szczególnie niebezpiecznych. Jak wiecie przesunęliśmy nawet ostatnią

wizytę u nefrologa w Gdańsku na okres mniej niebezpieczny? Tak nas straszą tymi grypami i powikłaniami, że „strach się bać” Oby nam się to udało i Mati nie „złapał jakiegoś świństwa”

Spacerujemy na świeżym powietrzu, kiedy to tylko możliwe i cieszymy się sobą. Uwielbiam z nim rozmawiać a dodam, że nie ma tematów, na które nie moglibyśmy podyskutować, oczywiście możliwości ogranicza jego młody wiek, choć zapewniam to bystry, mały obserwator i słuchacz.

Stosowała tę metodę w stosunku do swoich dzieci. Kiedy do mnie z czymś przychodziły, pytaniem, problemem to rzucałem wszystko na ten czas, aby odpowiedzieć na nie, jakiej wagi by ono nie było a nie odprawiać stwierdzeniem, teraz nie ma czasu, może potem. 

Stosuję również tę metodę,  ( która powinna być normą i ma nadzieję, że jest w większości rodzin) w stosunku do Mateusza. 

Na najtrudniejsze dla mnie pytania staram się odpowiadać w sposób dla niego zrozumiały, ale by go nie przestraszyć, nie zrazić itp. a są one  naprawdę bardzo rożne, „bardzo dorosłe” i niełatwe.

W ostatnią sobotę, postanowiliśmy pojechać na nasz Bulwar nad Wisła, pospacerować jednoczenie zrobić kilka zdjęć tego miejsca  zimą. Było bardzo fanie a najważniejsze, że mój jedyny najdroższy wnusio był bardzo zadowolony.

Poniżej kilka zdjęć z tego ważnego dla nas miejsca w naszym mieście.

Moi drodzy, początek każdego nowego roku jest trudny i myślę, że nie tylko dla nas. Rozpoczynamy kolejny umowny okres walki o życie Mateuszka. W Internecie, na wszystkich portalach społecznościowych rozpoczęła się „walka” o zdobycie, wybłaganie, dotarcie do jak największej ilości osób i przekonanie ich, że właśnie „na jego dziecko otworzyliby serca”  na tyle, aby odprowadzić ten, 1% który dla wielu jest być albo nie być.

Obserwuję i biorę również, zmuszony sytuacją i chorobą Mateusza udział w tym swego rodzaju wyścigu. Widzę jak wraz ze zwiększeniem dostępu do Internetu, powiększyła się znacznie ilość błagających o tę formę pomocy.

Czy może wystarczyć dla wszystkich? Ten ma znajomych bardzo dobrze zarabiających to i podatek będzie większy a tym samym kwota na subkoncie w fundacji będzie na tyle duża, aby dać nadzieję, na ratunek, przetrwanie.

 Inni mają mniej zamożnych znajomych, ale sercem oddanych i również ich dar serca być może spowoduję, że subkonto w fundacji będzie można zasilić.

Dlaczego o tym piszę? Bo jest to po trosze loteria. Do kogo trafią ulotki z błaganiem, kto zechce przekazać i komu mając ich  bardzo dużo (  prawie w każdym  możliwym miejscu, aby dotrzeć do jak największego grona ludzi, można te ulotki spotkać)  akurat na Twoje dziecko? Czyż to nie loteria?  „Na kogo wypadnie na tego bęc”? 

Tak Państwo Polskie dając tego typu możliwość „doprowadziło do wyścigu o życie”?  Najgorsze jest to, że mimo iż oni powinni zapewnić godne warunki leczenia i rehabilitacji, dzieciom, osobom często śmiertelnie chorych, to musimy się cieszyć, bo być może i tę formę, możliwość pomocy od  zwykłych ludzi  mogą zlikwidować.

Chciałem poruszyć jeszcze jedną sprawę, za którą pewnie będę krytykowany? Nie pierwszy raz a tak właśnie myślę to i piszę.

Chodzi mi o fundacje, do których wpływa ten 1% podatku a potem na osobiste, imienne subkonta dziecka. Co się dzieje dalej?

Rożne fundacje mające swoje regulaminy, otrzymując rachunki od chorych do refundacji, często muszą zbierać zarząd, aby zatwierdzić lub nie, zrefundowanie tychże poniesionych kosztów i przelanie ich na konto rodziny z subkonta tegoż dziecka. Powtarzam z subkonta dziecka, na które, dla którego cudowni ludzi odprowadzili swój podatek czy inną darowiznę.

Odkąd wprowadzono osobiste subkonta chorych, większość fundacji zajmuje się tak naprawdę „pomocą”, ale tylko wtedy, kiedy na osobistym subkoncie podopiecznego są pieniądze. 

Niejednokrotnie dzwoniąc do fundacji z błaganiem o zrefundowanie jakiegoś wydatku, słyszymy tylko jedno pytanie?

– Czy są jeszcze pieniądze na subkoncie dziecka?

Jak nie ma to przykro nam, ale fundacja już nie ma pieniędzy na tego typu pomoc? Tak nam odpowiedziano w Fundacji Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”, kiedy zapytaliśmy czy nie mogliby zapłacić nam za nebulizator do inhalacji w kwocie 120 zł. Jeden jedyny raz poprosiliśmy.

Wspomniana fundacja to pierwsza, do jakiej zapisaliśmy Mateuszka, aby błagając o środki być wiarygodnym w sensie tym, że pieniądze nie trafiają bezpośrednio do potrzebujących, czyli do córki i wnuka, bo możemy łgać i kłamać a fundacja daje gwarancję uczciwego podziału?

Nie mogę się oprzeć, że większość fundacji zajmuję się właśnie obracaniem pieniędzmi, zarabianiem na odsetkach, ale co z tego mają podopieczni. Zaraz podam przykład z naszego podwórka.

Jak być może zauważyliście na stronie już od około 3 lat nie podaję danych fundacji „Zdążyć z Pomocą” i nie zbieramy za jej pośrednictwem  darów z 1%.

Zadecydował regulamin fundacji, który refunduję recepty czy inne rachunki po nadesłaniu ich do fundacji. Czyli mówiąc prościej? Na subkoncie Mateuszka są pieniążki, ale my aby nam je zrefundowali musimy wpierw zapłacić za np. lekarstwa, części do inhalacji, odżywki itd. potem odesłać im rachunki i czekać od 2 tygodni do nawet 2 miesięcy na zwrot pieniędzy. 

Na czym polega paradoks tej absurdalnej sytuacji, a no?

Nie mamy środków na ratowanie życia dziecka, dlatego cudowni ludzie chcąc nam pomóc wpłacają datki, odprowadzają 1% podatku do fundacji właśnie po to byśmy mięli, za co ratować dziecko i tu się zaczyna.

Aby skorzystać z tych pieniążków, które są na subkoncie Mateo, ( bo przecież my ich nie mamy) musimy zakupić niezbędne do życia medykamenty a potem przesyłając im rachunek, czekając jak wspomniałem nawet 2 miesiące za nim fundacja nam łaskawie jest zrefunduje.

Teraz to zasadnicze pytanie? 

– Skąd do jasnej cholery mamy wziąć pieniądze, których przecież nie mamy, kupić, co potrzeba, przesłać rachunki i czekać na zwrot nie z konta fundacji ( z konta fundacji nie uzyskamy nic, bo na zwrócenie się z prośba, można usłyszeć nie ma, nul), ale tylko i wyłącznie z subkonta Mateuszka, bo to dla niego ludzie wpłacają pieniądze nie dla fundacji. Trochę skomplikowane?

Czyli byliśmy zmuszani pożyczać, jeżeli było od kogo, zakupić medykamenty, wysłać do fundacji ( czasami musiał zebrać się zarząd, aby zaakceptować refundację) czekać, bardzo długo ( a przecież, jeżeli ktoś nam pożyczył to na jakiś okres), aby w końcu otrzymać te fundusze i dopiero oddać ludziom?

Być może ja jestem stare, głupie, zrzędliwe wapno, ale myślę w prosty sposób.

Gdybyśmy mieli kasę na zakup  leków, sprzętu ratującego życie Mateuszka to, po co byłaby na potrzebna fundacja?

Czasami zdarza się tak, że niektóre firmy obciążają za zakup bezpośrednio fundację, ale znowu otrzymamy towar, kiedy fundacja zapłaci. Na to samo wychodzi.

Bardzo rzadko zdarza się przynajmniej nam, że sklep, apteka itp. „dawał nam towar do ręki” a potem czekał aż fundacja zwróci. Zdarzało się, ale bardzo rzadko.

Potem się dziwią, że o niektórych fundacjach chodzą różne niemiłe dla nich plotki. Ale znowu na chłopski rozum. Co wyżej wymieniona fundacja zrobiła dla Mateuszka oprócz tak zwanego rozdawnictwa nie ze swoich, ale z subkonta Mateo i to na takich zasadach? Jak inaczej nazwać fundację tego typu jak tylko dodatkowego pośrednika między darującymi a obdarowanymi?

Aby jeszcze uwiarygodnić to, o czym napisałem powyżej, sytuacja jak najbardziej na czasie.

Mimo że nie mamy na stronie danych fundacji, choć Mateuszka nie wypisaliśmy, to znalazły się jeszcze osoby które  posiadały zapewne jeszcze dane tej fundacji i tam odprowadzili 1% podatku. Nie było tego tak dużo, ale skoro są, chcieliśmy je jeszcze wykorzystać.

Wpierw telefonicznie uzgodniliśmy, co planujemy zrobić, kupić i czy oni to zrefundują? Po otrzymaniu zgody, pożyczyliśmy pieniądze,  ( choć przecież to niełatwe i jakże wstydliwe) i 5 grudnia przesłaliśmy do Fundacji Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”  fakturę z dołączonym pismem i prośbą, gorącą prośbą, aby zrefundowali nam tę fakturę do świąt, bo przecież każdy grosz na święta się liczy.

Dzisiaj mamy 14 stycznia a refundacji jak nie było tak nie ma. Co mamy powiedzieć osobie, która nam zaufała i pożyczyła?

Jak to się wszystko ma do chorego w potrzebie? Przecież nie po to błagamy o pomoc, nie po to nam ludzie pomagają, aby fundacja blokowała, lub nie dawała sobie rady z szybką refundacją?

Wspomniana fundacja jest dumna, że ma 8, 500 tyś podopiecznych? Dumna, z czego? O czym ma świadczyć ta radość. O tym, że na refundację czeka się miesiące? Cieszyłbym się nie z ilości, ale jakości działania fundacji.

Ostatnio słyszałem, że Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”  w zeszłym roku zebrała, dzięki wpłatom ludzi jedną z najwyższych kwot. Gratuluję, z całego serca. Boję się tylko, że w razie prośby przy pustym subkoncie o pomoc w zakupie nebulizatora ktoś otrzyma odpowiedź: ·- Fundacja już nie ma środków w tym roku na tego typu zakup.

Wiem, że są osoby szczęśliwe ze współpracy, ale Mateuszek przez te wszystkie lata nie otrzymał nic z inicjatywy samej fundacji.

Przepraszam bardzo, muszę być sprawiedliwy, fundacja pomogła nam w zakupie naszego jedynego środka przemieszczania się, czyli 16 letniego auta, za co oczywiście jesteśmy im wdzięczni z tym, że  ta pomoc również nie pochodziła z funduszy samej fundacji, ale mimo wszystko.

Takie to moje, starego wapniaka spojrzenie  i pogląd na powyższą sytuację ale może się mylę, może tak ma być?

[ hana-code-insert ] ''Dla' is not found

view more articles

About Article Author

write a comment

0 Comments

No Comments Yet!

You can be the one to start a conversation.

Add a Comment

Your data will be safe! Your e-mail address will not be published. Other data you enter will not be shared with any third party.
All * fields are required.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.