„Kiedyś ktoś mi powiedział”

„Kiedyś ktoś mi powiedział”
22 sierpnia 07:29 2013 Print This Article

uroczystosc09_wm6: 19: 59  –  Sierpień 07. 2013 (odzyskane wpisy)
Witam serdecznie.
Wcześniej wspominałem, że ograniczę wpisy w okresie wakacyjnym z ogólnie wiadomych względów. Mimo, że nie wszyscy wyjeżdżają na wczasy, wycieczki, itp. to w okresie letnim, urlopowym jest mniejsze zainteresowanie tym, co dzieje się między innymi w takich rodzinach jak nasza a tym bardziej nikt nie chce zawracać sobie głowy problemami innych. To naturalne i zrozumiałe.

Kiedyś ktoś mi powiedział:

·- „musisz przebywać w gronie ludzi sukcesu, optymistów, bo inaczej zginiesz. Problemy innych nie powinny cię interesować, bo sprawiają, że wpadasz w zły nastrój, jesteś podświadomie dołowany, co na pewno nie służy. Im nie pomożesz a sam wpadniesz w  swego  rodzaju letarg i przestaniesz się rozwijać” – koniec cytatu.

Być może, dlatego nasi „przyjaciele”, których znaliśmy prawie 30 lat woleli zająć się biznesem i zerwali z nami kontakt w momencie, kiedy najbardziej ich potrzebowaliśmy. Coś w tym jest.  Przeglądałem publikacje dla ludzie chcących osiągnąć sukces,  tam  również i to bardzo wyraźnie wskazywano,  z kim powinno się przebywać, kontaktować, aby nie ponieść porażki.

Coś w tym pewnie jest, sam od ponad 7 lat „obracam się w gronie ludzi, chorych, potrzebujących szybkiej pomocy. Ludzi, którym się nie udało to,  o co my z taką siłą, wszelkimi dostępnymi sposobami staramy się walczyć, o życie. Życie dziecka, nieuleczalnie chorego, skazanego już w łonie Matki przez miłosiernego  Boga na śmierć, jeżeli ten nie cofnie wydanego już wyroku, lub nie pozwoli naukowcom uratować mojego wnuka, bo o nim wspominam, to skończy się tak jak kończy się życie chorych na mukowiscydozę.

Czytam mnóstwo stron, gorących apeli do ludzi, którzy ewentualnie mogą pomóc, błaganie o życie, które niestety często związane jest z posiadaniem pieniędzy, które ponoć szczęścia, zdrowia nie dają a  tym bardzie życia nie uratują?
Wiem, że to już wyświechtane i wszystkim  znane stwierdzenie, ale cały czas aktualnie ale:
·- nich ktoś spróbuje leczyć walczyć o życie z potworną, śmiertelną chorobą, bez odpowiednich środków finansowych. Wierzcie mi to koszmar, który spędza sen z powiek, a który uważam w normalnym kraju nie powinien mieć miejsca i w normalnych krajach faktycznie nie ma.

Ale wracam do tych biednych chorych dzieci ich rodzin stawianych w sytuacji bez wyjścia, żebrzących  ze wstydem o pomoc nie mając innego wyjścia, to faktycznie przytłacza. Przytłacza ogrom tragedii, bólu i cierpienia, ale czyż można się od tego odwrócić, bo to przeszkadza w rozwoju osobowości przygotowywanej by zostać człowiekiem sukcesu?  Podejrzewam, że kiedy ma się kasę zdrowie i wszytko to, co sprawia, że żyje się godnie w tym czasie nie myśli się o tym, że ta sielanka może w jednej chwili zamienić się w koszmar, a może, oj może i co wtedy?
Należy wtedy wierzyć, że wszyscy Ci ludzie sukcesu, przyjaciele myślący pozytywnie nie zostawią was samym sobie, bo dla nich w tym momencie stajecie się osobami, z którym raczej nie jest wskazany kontakt, bo może negatywnie wpłynąć na stan umysłu ludzi sukcesu. Tak też koło się zamyka, choć nie koniecznie musi tak być?

To tak na marginesie. Chciałem napisać kilka słów o tym jak mijają nasze wakacje, a przede wszystkich Mateusza, ale kiedy rozpocząłem wpis wyszło jak zawsze.

Mateusz odpukać nadal czuje się w miarę dobrze, choć te ostatnie upalne dni i temperatury powyżej 34 -35 stopni robią swoje. Co ciekawe najlepiej znosi je Mamusia Mateo a potem sam nasz mukolinek?  Naprawdę trzyma się nieźle, choć sam twierdzi, że takich wysokich temperatur nie znosi.

Na początku choroby, Mateuszek właśnie podczas upałów dostawał duszności, lekarz stwierdził, że optymalna, najbardziej odpowiednia temperatura przy jego chorobie to 20 -21 stopni Celsjusza w mieszkaniu i poza nim.
Stąd też zmuszeni byliśmy z funduszy zgromadzonych  z 1% zakupić 3 lata temu  przenośną Klimę i dzisiaj ona jest faktycznie jedynym ratunkiem przed ewentualnymi dusznościami.
Cóż nie mając innego wyjścia musimy ten okres jakoś przetrwać i mam nadzieję, że za klika dni wróci nasze, „normalne polskie lato”?

Mateo jak  pewnie część z Was wie uwielbia jeździć  samochodem,  stąd z czego bardzo się cieszę zawsze towarzyszy mi w załatwianiu różnych spraw. Zawsze razem jak mówią w rodzinie. Obecnie codziennie wyjeżdżamy do południa i po załatwieniu naszych spraw włącznie z odwiedzinami u prababci wracamy szybko do domu i próbujemy jak wspominałem przetrwać te niecodzienne upały.

Na koniec wspomnę o dwóch wydarzeniach, w których udział brał Mateuszek.

2013 zoo028Pierwsze to nasza wspólna i długo planowana wycieczka do ZOO doszła do skutku, ale tak jak szybko przekroczyliśmy bramę ogrodu zoologicznego, tak bardzo prędko wracaliśmy do samochodu, powód? Deszcz, który zaczął padać nie okazał się przelotny i po prawie półgodzinnym oczekiwaniu na poprawę pogody zmuszeni w deszczu,  już zmoczeni w pośpiechu opuścić ZOO. Pech to pech.

 

Po drugie Mateuszek brał udział w uroczystości zawarcia związku małżeńskiego mojej chrześnicy a jego „Mamy chrzestnej”, która odbyła się w Gdańsku a po niej  na spotkaniu najbliższej rodziny w restauracji.
Pani młoda to moja ulubiona siostrzenica, ale mało brakowało a bym nie było obecny na tej uroczystości. Wiecie jak się czuje człowiek, który nie ma na prezent przy takiej okazji? Wiem, że dla niej to nie miało znaczenia ( to cudowna, wrażliwa, wspaniała młoda dama) a ważna była tylko moja, nasza obecność, ale sami wiecie, jak to jest?

Do tego kiedy 7 lat temu rzuciłem papierosy przytyłem i co prawda już schudłem, ale nie na tyle, aby zmieścić się w mój jedyny ponad dwudziestoletni garnitur. Nie cierpię garniturów stąd też ich nie mam a kupno nowego zwłaszcza, kiedy nie ma się, za co, na jedną imprezę? To też był ogromny problem.

Od trzech, czy czterej lat chodzę latem  w spodniach krótkich lub jak chłodniej to w dresowych za 20 zł i koszulkach za 2 zł i w tym czuję się najlepiej.
Poniżej zdjęcia z tej uroczystości. Mam nadzieję, że przyznacie, iż nie tylko młodzi wyglądali wspaniale, ale i Mateusz prezentował się cudownie

Tak mija  nam dzień za dniem w oczekiwaniu na  jakiekolwiek zmiany, które po pierwsze mogłyby radykalnie poprawić naszą paskudną cały czas sytuację, która sprawia, że nie dajemy rady samodzielnie leczyć i rehabilitować Mateuszka a po drugie tak bardzo czekamy na lek, który sprawi, że nie będziemy już musieli żyć ze świadomością tego, co nieuniknione, jeżeli ten cud się nie zdarzy.

Wiecie jak ciężko żyć patrząc w oczy tego cudownego, zawsze uśmiechniętego, radosnego, jakże inteligentnego dziecka, który tak bardzo  wierzy, że cokolwiek by się nie stało to z nami jest bezpieczny? My natomiast wiemy, że tak naprawdę to nic nie możemy zrobić tylko czekać jak inni na cud a do tego czasu na wsparcie i pomoc ludzi, którzy zechcą nam pomóc a kontakt z nami choćby wirtualny nie przeszkodzi im w osiągnięciu sukcesu w życiu osobistym jak i zawodowym ?

[ hana-code-insert ] ''Dla' is not found

[wysija_form id=”5″]

view more articles

About Article Author

write a comment

0 Comments

No Comments Yet!

You can be the one to start a conversation.

Add a Comment

Your data will be safe! Your e-mail address will not be published. Other data you enter will not be shared with any third party.
All * fields are required.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.