„Człowiek, człowiekowi wilkiem”

„Człowiek, człowiekowi wilkiem”
27 października 07:23 2013 Print This Article

snap_001Październik 27, 2013 / 3:25:07 AM
Ostatnie dni nie należały do najłatwiejszych i wbrew pozorom nie, dlatego,  że (tu odpukać) stan zdrowia Mateusza pogorszył się czy nasze problemy z próbą ujarzmienia jego choroby jakoś nagle się nasiliły.

[ hana-code-insert ] ''Dla' is not found

Nie, nie o to chodzi, choć z drugiej strony i w tym przypadku nie stało się nic, co mogłoby dawać nadzieję na jakiś szybki przełom lub  poprawę sytuacji naszej czy innych rodzin zmagających z przeklętą chorobą najbliższych.

Są chwile naprawdę dobre, kiedy wydaje się, że już tuż, „tuż za horyzontem na wyciągnięcie ręki widać nadzieję, szansę” nie na koniec walki o życie z chorobą, ale o zmianę jej metody, sposobu, do której my rodzina  Mateusza zostaliśmy zmuszeni. Jak na dzień dzisiejszy to życie wygląda wiedzą wszyscy, którzy choć raz trafili na te stronę?
··Mimo że mukowiscydoza Mateuszka, jego leczenie i rehabilitacja, a zwłaszcza poziom tego leczenia spędza nam sen z powiek i jest w tej chwili głównym celem naszego życia to obok tych wszystkich problemów z nią związanych toczy się życie innych osób, najbliższych Mateuszowi, którzy starają się znaleźć swoje miejsce, sposób na przetrwanie w tym przedziwnym kraju  nie tracąc jednocześnie  godności, osobowości, resztek radości, wiary, że to w ogóle jest możliwe.
Jak wszyscy mają swoje  marzenia, pragnienia i jak pewnie każdy lub większość,  aby nie stać w miejscu, co byłoby najgorsze cel,  do którego starają się, co prawda coraz mniejszymi kroczkami (nie z własnej winy) dążyć a
że  staje się to coraz trudniejsze, wydaje się czasami  wręcz niemożliwe wie zapewne większość, która zmaga się  z podobnym dylematami życia w tym” polskim grajdole”. 

Najgorsze jest jednak to, że na przeszkodzie w dążeniu do powyższego i tzw. normalności nie stoi lenistwo, „tumiwisizm”, minimalizm, brak chęci, energii, cierpliwości czy wytrwałości, nie to wszystko jest. Największą przeszkodą jest nie, kto inny, ale drugi wydawałoby się taki sam jak my człowiek. Czy taki sam?

Człowiek człowiekowi

Człowiek człowiekowi wilkiem
Człowiek człowiekowi strykiem
Lecz ty się nie daj zgnębić
Lecz ty się nie daj spętlić

Człowiek człowiekowi szpadą
Człowiek człowiekowi zdradą
Lecz ty się nie daj zgładzić
Lecz ty się nie daj zdradzić

Człowiek człowiekowi pumą
Człowiek człowiekowi dżumą
Lecz ty się nie daj pumie
Lecz ty się nie daj dżumie

Człowiek człowiekowi łomem
Człowiek człowiekowi gromem
Lecz ty się nie daj zgłuszyć
Lecz ty się nie daj skruszyć

Człowiek człowiekowi wilkiem
Lecz ty się nie daj zwilczyć
Człowiek człowiekowi bliźnim
Z bliźnim się możesz zabliźnić

Edward Stachura



Wiem, prowadząc tę stronę od ponad 7 lat, że jesteśmy, jako rodzina, to, co robimy, jacy jesteśmy  postrzegani przede wszystkich przez pryzmat nieuleczalnej choroby Mateuszka i chyba w zasadzie o to nam chodziło błagając ludzi o pomoc w ratowaniu jego życia. Nie znaczy to jednak, że po za tym wszystko układa się tak jak byśmy sobie tego życzyli, stąd wydaje się, że jednak nasza strona, strona Mateusza różni się od innych, podobnych.

Chociażby dlatego, że stronę prowadzę, no powiedzmy bardzo się staram ja, czyli dziadek Mateusza, utrzymywać ją mimo olbrzymich trudności na „powierzchni ogromnego oceanu, jakim stał się wirtualnym świat w dobie Internetu” musi i ma wpływ na to, o czym piszę i za co jestem krytykowany. 

Już kilkakrotnie wspominałem, że pewnie „tata”, którego akurat Mateusz nie zna i gdyby to ode mnie zależało nigdy by nie poznał czy jego mama zapewne robiliby to inaczej, bez tego obciążenia, balastu życiowego, którego ja już nigdy się nie pozbędę sprawia, że widzę to wszystko, co się wokół dzieje inaczej. 

Mateusz jest moim jedynym, cudownym wnukiem, o którego będę walczył do końca mojego życia bez względu, na kto i co o mnie myśli, napisze, czy powie, ale mam jeszcze swoje dzieci, żonę,  moją kochaną mamę,  których życie niestety nie rozpieszcza i w sposób dla mnie naturalny ich różnorakie problemy, kłopoty, zmagania z przeciwnościami  są również moimi. Stąd też mimo świadomości i ogromnych chęci przy opisywaniu naszej wspólnej walki z chorobą Mateo nie sposób albo inaczej bardzo trudno pozbyć się w tekście emocji, które są moim udziałem po za walką o życie mojego wnuczka.

Po co właściwie to napisałem, o co mi chodzi i do kogo się zwracam.

To prostsze niż się wydaje.
Powyższe dedykuję tym wszystkim, ( już oni będą wiedzieć, kogo mam na myśli), którzy z jakiegoś powodu nie chcą, aby nam się udało  i co mnie bardzo boli ze słowami Boga na ustach, czując się nie wiem, dlaczego z tego powodu lepsi od innych, krzywdzą, rzucając kłody pod nogi ciesząc się z każdego naszego upadku. To niemożliwe, że Waszym Bogiem jest ten sam, którego ja znam, o którym się uczyłem od dziecka i w którego nauczono mnie wierzyć. Nie jest również żadną tajemnica, że większość problemów, kłopotów będących udziałem naszej całej rodziny pochodzi od osób głęboko wierzących. Nie boicie się Boga, w którego rzekomo tak bardzo wierzycie?
Nie przeszkadza wam to, że w” kościele leżycie krzyżem” a zaraz po wyjściu z niego krzywdzicie i sprawiacie ból innym?
Ja bym się bał…
[wysija_form id=”5″]

  Categories:
view more articles

About Article Author

write a comment

0 Comments

No Comments Yet!

You can be the one to start a conversation.

Add a Comment

Your data will be safe! Your e-mail address will not be published. Other data you enter will not be shared with any third party.
All * fields are required.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.