Deklaracja wiary to pogróżka w stronę pacjentów, a nie oświadczenie dobrej woli

Deklaracja wiary to pogróżka w stronę pacjentów, a nie oświadczenie dobrej woli
03 czerwca 04:42 2014 Print This Article

Deklaracja wiary to pogróżka w stronę pacjentów, a nie oświadczenie dobrej woliAshampoo_Snap_2014.06.03_04h37m14s_001_

Edyta Hetmanowska

1 czerwca 2014 08:28

Jacek Hołówka, fot. J.Persa

Około 3 tys. lekarzy podpisało Deklarację wiary, w której uznają wyższość prawa boskiego nad ludzkim. Sprawę dla Medexpressu komentuje filozof i etyk prof. Jacek Hołówka.

Około 3 tys. lekarzy podpisało tzw. deklarację wiary, uznając tym samym wyższość prawa boskiego nad prawem ludzkim, także w sferze zawodowej. Jakie będzie to miało konsekwencje dla pacjentów


W tej sprawie powinno zareagować Ministerstwo Zdrowia bądź osoby odpowiedzialne za zapewnienie ciągłości i pełnego zakresu usług medycznych. Nie wiem, jakie będą konsekwencje zamierzone przez osoby, które podpisały tę deklarację. Jeśli ograniczy się to do przypadków nielicznych, np. zmiany płci, to istotnych konsekwencji nie będzie. Natomiast jeśli Deklaracja wiary będzie rozumiana w taki sposób, i to mi się wydaje najpoważniejszym problemem, iż ci lekarze będą uważali, że procedura in vitro jest w religii  niedopuszczalna, z ich punktu widzenia jest także medycznie niewykonalną, to będą to już bardzo poważne konsekwencje. Wtedy Ministerstwo powinno zareagować. Dlatego że byłaby to silna ingerencja przekonań religijnych w dostarczanie usług zdrowotnych, które są potrzebne społeczeństwu. Tak jak niewłaściwe jest narzucanie katolikom rozwiązań, których oni nie chcą akceptować, tak niewłaściwe jest, kiedy katolicy, powołując się na wyższość prawa boskiego, blokują dopuszczalne i osiągalne terapie, bardzo ważne dla szczęścia i zdrowia pacjentów.

Czy istnieje niebezpieczeństwo, że Deklaracja wiary nie ograniczy się tylko do zabiegów in vitro czy aborcji?

To istotne niebezpieczeństwo. Ten dokument ma charakter deklaratywny i zawiera podniosłe sformułowania. Jest nieprecyzyjny, ponieważ podaje kilka ogólnych zasad, którymi jego sygnatariusze, uznając prawo boskie nad prawem ludzkim, chcą się kierować. Problem polega na tym, że deklaracja ta ma charakter czysto religijny i nie daje się interpretować w języku wykraczającym poza granice religii. W jaki sposób osoba, która jest niewierząca, ma zrozumieć albo z góry wiedzieć, na co Bóg zezwala, a na co nie? Jeżeli lekarz powie, że jest katolikiem, to przez pewien rodzaj szacunku przyjmiemy jego poglądy. Natomiast nie mamy żadnego powodu by wierzyć, że Bóg uznał i w specjalny sposób oświecił lekarza do zawodowego postępowania w inny sposób, do którego zobowiązani są pozostali lekarze. Gdyby w Polsce istniały osobne kliniki i lecznice o charakterze religijnym i świeckim, nie byłoby problemu. Wtedy lekarz przekonany o tym, że nie wolno mu robić pewnych zabiegów, bo zabrania mu Bóg, zatrudniłby się w wyłącznie w klinice religijnej. Do niej też nie przychodziłyby osoby, które prosiłyby go o zabiegi niezgodne np. z Deklaracją wiary. Lekarz, który ma silne przekonania religijne ograniczające go w zakresie pracy na rzecz pacjentów,  jeśli jest zatrudniony w publicznej klinice czy szpitalu, to blokuje miejsce lekarzom z otwartym sposobem oferowania swoich usług. Utrudnia też pacjentom znalezienie opieki medycznej. W Polsce, jak wiemy, system opieki zdrowotnej szwankuje. Kolejki są długie. Dostanie się do lekarza specjalisty jest utrudnione. Mamy tu jeszcze jeden nowy czynnik, który ogranicza podaż usług, ogranicza możliwość  znalezienia lekarza, który dałby pacjentowi to, czego pacjent oczekuje i co jest zgodnie z prawem. Jak rozumiem, lekarze katolicy nie deklarują, że nie będą wykonywać zabiegów, które wyklucza prawo, tylko także takie zabiegi, za które pacjenci są gotowi zapłacić lub za które przez wiele lat płacili w ramach ubezpieczenia społecznego. Teraz mieliby zostać pozbawieni dostępu do tych świadczeń, jeśli lekarze zechcą konsekwentnie blokować  do nich dostęp dla osób, które mają inne poglądy. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, i że jest to tylko deklaracja o charakterze medialnym niż deklaracje wyrażająca takie przekonania. Bo zastanówmy się: do kogo taka deklaracja może być skierowana? Według mnie do Pana Boga na pewno nie. Jeśli lekarz jest przekonany, że chce być gorliwym katolikiem i trzymać się takich recept postępowania, to Bóg o tym wie. Nie może być kierowana do pacjentów, bo pacjenci nie szukają pomocy u lekarza, który nie chce tej pomocy dawać. Gdyby lekarze chcieli takie deklaracje kierować do zwierzchników (szefa, ordynatora, dyrektora), napisaliby list, w którym odmawialiby oficjalnie wykonania konkretnych zabiegów. Dlatego wydaje mi się, że deklaracja ta jest faktem medialnym. Wydaje mi się raczej niestosowne, tak jak przed papieżem Franciszkiem jakaś grupa demonstrantów machała zakrwawionymi majtkami, co jest żenujące, podobnie jak fakt medialny, że są osoby, które chcą być publiczne znane jako wojujący katolicy. Nie ma on żadnego znaczenia religijnego, ma to przede wszystkim charakter osobistego, społecznego zaangażowania. Uważam, że nie jest to dobre ani dla prestiżu zawodu medycznego, ani  dla poczucia bezpieczeństwa pacjentów.

Pojawiły się też pomysły, by nie tylko lekarze, ale też szpitale deklarowały to, czy wykonuje się u nich zabiegi niezgodne z klauzulą sumienia lub Deklaracją wiary…

Tego rodzaju sytuacja wywoływana jest złą konstrukcją prawa w Polsce. Od wielu lat obowiązują przepisy, które mówią np. że zabieg przerywania ciąży jest zawsze traktowany jako przestępstwo, ale odstępuje się od ścigania go w niektórych przypadkach np. gdy płód jest ciężko uszkodzony. Konstrukcja jest niestosowna, ponieważ wobec ludzi przekonanych głęboko moralnie do swej decyzji, mówi: pozwalamy wam tak postąpić, nie będziemy was karali, ale będziemy was piętnować i postaramy się wam to utrudnić. Mieliśmy już całą serię kłopotliwych sytuacji, w których kobiety mogły, w myśl polskiego prawa, przerwać ciążę, z tym, że to ciągle był czyn niezgodny z prawem, ale niepodlegający karaniu. Kobiety te zwracały się do ministra zdrowia o wskazanie miejsca, gdzie będą mogły uzyskać wypełnienie świadczenia. Minister czasami się zgadzał, a czasami nie. Czasami reagował na czas, czasami nie. Bywało, że sprawa kończyła się w Strasburgu przed Trybunałem Praw Człowieka. Teraz mamy potencjalnie podobną sytuację. Deklaracja może doprowadzić do sytuacji, w których pacjenci poczują się poszkodowani przez brak informacji na czas o tym, że lekarz odmawia wypełnienia swojej funkcji, do której pacjent jest uprawniony, albo  stan pacjenta pogorszy się albo pogłębi tak, że realizacja zabiegu będzie utrudniona albo mniej korzystna dla pacjenta pod względem zdrowotnym. Enigmatyczność Deklaracji wiary jest bardzo szkodliwa. Brzmi ona bardziej jak pogróżka w stronę pacjentów niż jak oświadczenie dobrej woli i moralnego zobowiązania.

Ashampoo_Snap_2014.06.03_04h37m14s_001_

[wysija_form id=”7″]



  Categories:
view more articles

About Article Author

write a comment

0 Comments

No Comments Yet!

You can be the one to start a conversation.

Add a Comment

Your data will be safe! Your e-mail address will not be published. Other data you enter will not be shared with any third party.
All * fields are required.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.