To jedno przeklęte słowo „zabija nie tylko Mateusza…

To jedno przeklęte słowo „zabija nie tylko Mateusza…
20 stycznia 08:34 2015 Print This Article

Witam serdecznie.

W ostatnim okresie moja aktywność na stronie Mateusza ograniczała się do udostępniania zdjęć czy apeli o Mateuszu i jego stanie zdrowia nie wspominałem, dlaczego? Dlatego, że nic takiego, co mogłoby Państwa zainteresować się nie dzieje. Nie wiem czy to dobrze, czy źle?

Stan jego zdrowia jak na dziecko chore na mukowiscydozę wydaje się być dosyć „stabilny”? Długo walczyliśmy z jego katarem i szczerze mówiąc jeszcze do końca nie udało nam się go pokonać. Dziesiątki razy pisałem jaka jest różnica między dzieckiem „zdrowym”, który „złapie katar”, czy jakąś infekcję a dzieckiem cierpiącym na mukowiscydozę, któremu „przyplącze” się to samo. W przypadku Mateusza taki sam stan chorobowy może trwać miesiąc, dwa i trzy. Tak ciężko zwalczyć choćby zwykłe przeziębienie. Stąd nasze wieloletnie już obawy i próba ochrony przed każdą infekcją.

Poza tym oprócz codziennych kilku inhalacji, drenażu, domowych zajęć rehabilitacyjnych w okresie zimowym ( w naszych warunkach, niestety tylko trampolina) wchłaniania dużej ilości leków,PODZIĘKOWANIA5 odżywek, enzymów trzustkowych przed każdym jakimkolwiek posiłkiem (w okresie, kiedy jest „zdrowy”, bo kiedy mukowiscydoza zaatakuje można to wszystkie te czynności mnożyć) stara się żyć jak inne zdrowe dzieci.

Domowa szkoła, codzienne odrabianie lekcji i spacery w miarę możliwości oczywiście, bo ostatnio nawet pogoda nie ułatwia nam życia. Jak każde dziecko ma marzenia, pragnienia, dni lepsze, gorsze i bylibyśmy w pełni szczęśliwi, gdyby nie mukowiscydoza?

To jedno słowo, przeklęte „zabija nie tylko Mateusza, ale całą naszą rodzinę” Powoli, ale systematycznie niszczy w nas radość z życia, wiarę w jakąkolwiek lepszą przyszłość zwłaszcza, że wiemy doskonale, na co ją stać? To paskudztwo posiada ogromną moc niszczenia i jeżeli w najbliższym okresie nie stanie się nic, co spowoduje, że przynajmniej można by powstrzymać jej śmiertelną krucjatę, nie mam pojęcia, co zrobimy?

Wiem doskonale, że są rodziny, które inaczej podchodzą to życia z chorobą, ciężką, śmiertelną chorobą dziecka, czy kogokolwiek z najbliższych. Ponad ośmioletnia moja obecność w sieci i „przebywanie siłą rzeczy w gronie osób chorych ich rodzin walczących o to samo, co my sprawiło, że powoli zapominam jak żyją normalni ludzie. Zacierają się chwile, kiedy nasze problemy, choć wydające się również ważne były jednak niczym w porównaniu z obecnymi? Tak już jest, że człowiek zaczyna doceniać wszystko, co ma wtedy, kiedy to coś traci.

Przede wszystkim myślę o zdrowiu i pozwolę przy okazji zwrócić się do tych, którym się teraz wydaje, że życie jest do d…Bo nic nam się nie udaje, brak kasy, pracy itd. To wszystko bardzo ważne, ale jeżeli do tych problemów dojdzie choroba, nieuleczalna, śmiertelna osoby najbliższej, to już jest tragedia. Zdrowy człowiek, rodzina ma szansę wyjść z każdego dołka, podnieść się i to wielokrotnie po każdym upadku, ale jeżeli na stałe zagnieździ się w ich życiu choroba, szanse, że się tak wyrażę na normalne życie spadają do zera.

Czytam na Facebook, że „choroba to nie kara a sprawdzian z miłości”, Aby było jasne ja nie krytykuje autora tych słów wręcz przeciwnie chyba chciałbym tak myśleć, ale nie potrafię. Może niepotrzebnie, ale zadaję sobie pytanie, dla kogo ten sprawdzian z miłości? Dla chorego czy dla rodziny, przyjaciół? Kiedy zdamy ten egzamin? Czy wtedy, kiedy uda się uratować chorego? Jeżeli nie to czy też zdałem egzamin a jeśli nawet tak to, co mi po tym, kiedy najdroższej istoty już z nami nie będzie? Wolałbym przejść przez życie bez tego typu sprawdzianów, ale…

procent 13Wybaczcie staremu, zgorzkniałemu człowiekowi, gdzieś „mój optymizm przez te wszystkie lata się zapodział i nie mogę go odnaleźć”

Jak zawsze bardzo dziękuję za wizytę na stronie Mateusza? Proszę mi wierzyć każda wizyta, komentarz, udostępnienie, dobre słowo nieprawdopodobnie pomaga i jednak budzi nadzieję, że może jeszcze wszystko dobrze się zakończy?

 

Pozdrawiam i dziękuję w imieniu mojego wnuczka i rodziny.

Marek Szostak, dziadek.


[ hana-code-insert ] ''test’' is not found


[wysija_form id=”1″]

  Categories:
view more articles

About Article Author

write a comment

0 Comments

No Comments Yet!

You can be the one to start a conversation.

Add a Comment

Your data will be safe! Your e-mail address will not be published. Other data you enter will not be shared with any third party.
All * fields are required.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.