Sami wiecie, że nie wszystko w życiu układa się tak jakbyśmy sobie tego życzyli?

Sami wiecie, że nie wszystko w życiu układa się tak jakbyśmy sobie tego życzyli?
27 lipca 09:57 2015 Print This Article

TRAMPOLINA12222Witam serdecznie.
Wiem z doświadczenia, że w okresie wakacyjnym niewiele osób zagląda na tego typu strony jak nasza z różnych, zrozumiałych powodów. Mniej czasu, urlopy, wyjazdy, piękna pogoda na pewno nie sprzyja obleganiu w tym czasie komputera i czytania między innymi o chorobach i wszystkim co nimi związane.
Prowadzę stronę Mateusza już prawie 9 lat ( dokładnie 9 listopada 2006 roku napisałem pierwszą wiadomość) wiem jak działa ten mechanizm. Zresztą wiele stron tego typu przestało już działać z REHABILITACJA 212prostego powodu, nikt ich nie chce czytać. Czy tylko dlatego, że ktoś piszę w stylu który nie odpowiada czytającym, wiadomości są banalne, nudne i nieinteresujące? W pewnej części tak jest właśnie jest. Nie każdy ma to coś co pozwala tak przedstawić problem czy opisać temat którym pragnąłby zainteresować czytających na tyle by ich przy tej stronie zatrzymać na dłużej.
Wiem, że tak jest bo sam zmagam się praktycznie od początku z tym problemem. Nie potrafiłem niestety nad czym ubolewam przekonać ludzi nie tylko do siebie ale co ważniejsze do głównego celu, który był  bezpośrednim powodem powstania strony, czyli nieuleczalna, śmiertelna choroba mojego jedynego wnuczka Mateuszka, walka całej rodziny o jego życie i to co chyba wzbudzało największe kontrowersje i było powodem niejednego hejtu czy negatywnego komentarza a mianowicie nasze prośby, błagania o pomoc i wsparcie w tej nierównej walce.

Sami wiecie, że nie wszystko w życiu układa się tak jakbyśmy sobie tego życzyli i nigdy nie wiadomo kto i kiedy będzie potrzebował pomocy,  wsparcia tak jak mój wnuczek czy moja córka.

Tak to nie ja ( Marek Szostak, dziadek Mateusza) bezpośrednio potrzebuję pomocy ale mój wnuczek, moja córka.  

Moi drodzy pewnie gdyby wszystko potoczyło się inaczej to znowu nie ja jego dziadek a ojciec  Mateusza być może od 9 lat błagał by o pomoc dla swojego dziecka a może wcale nie? Może nikt nie słyszałby o moim wnuczku, o mnie, naszej rodzinie i problemach które spędzają nam sen z powiek? Może byłoby stać ojca Mateuszka( kompletną rodzinę) na samodzielne leczenie i jego rehabilitację? Coś dużo tego „może”, prawda ale tak mogłoby być?
Choć z drugiej strony, znowu z doświadczenia wiem, że ludzie, rodziny dla których aspekt finansowy  przed niechcianym  wtargnięciem w ich życie mukowiscydozy nie stanowił żadnego problemu w krótkim okresie walki z nią okazało się bardzo szybko, że żadne realne dochody nie dają gwarancji kompleksowego radzenia sobie z potworem jakim jest mukowiscydoza.

Niestety czy stety już sam nie wiem w sytuacji moje córki wszystko przebiegło nie tak jak sobie wymarzyła i ja starszy, zmęczony już gość, który wychował, wróć bo żona czyta, przyczynił się do wychowania swoich dzieci nagle stałem się jedynym facetem w życiu swojego wnuka.  Cóż było robić, od samego początku oczywiście pokochałem go nad życie i kiedy nadeszła potwierdzona już wiadomość o jego nieuleczalnej chorobie, znając  po części sposoby, próby, metody leczenia, sam przebieg choroby i ostateczne jej skutki nie zastanawiając się postanowiłem zrobić wszystko co w mojej mocy by pomóc córce i Mateuszkowi. Jednak natychmiast zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę to niewiele mogę i wtedy z pomocą syna powstała pierwsza odsłona strony:

„Mój wnuk cierpi na mukowiscydozę”

Zdając sobie sprawę z tego, że finansowo, przeznaczając wszystkie dochody członków rodziny nie mamy najmniejszej szansy  nawet na podstawową próbę leczenia mukowiscydozy z ciężkim sercem, ogromnym wstydem i zażenowaniem nie widząc wyjścia postanowiłem robić coś czego w życiu w innym przypadku bym nie zrobił, czyli błagać, prosić niejednokrotne żebrać o pomoc całkowicie obcych ludzi by ratować mojego wnuka.
Wtedy myślałem jeszcze jak się później okazało jakże naiwnie, że to tylko na jakiś czas, że chwilowo dopóki sytuacja się nie zmieni a my w końcu zdołamy sobie sami poradzić z mukowiscydozą w rodzinie? 

Marazm122Tak się nie stało i wiem teraz, że z każdym dniem, tygodniem, miesiącem, rokiem jeżeli się nic nie zmieni będzie tylko i wyłącznie gorzej. Mukowiscydoza jeszcze powoli ale zabiera mi jedynego wnuczka. Czy możecie sobie spróbować wyobrazić co czuje moja córka, moja żona i w końcu moja skromna osoba czyli tak się złożyło, jego jedyna rodzina? Jak bardzo czujemy się bezradni? Co mamy dalej robić? Jak sprawić by na dzień dzisiejszy zagwarantować mu wszystko co najlepsze, najnowsze i najnowocześniejsze co pojawia się na rynku a co mogłoby powstrzymać jeszcze na jakiś czas zabójcze działanie choroby?
Do tego paradoksalnie, kiedy mukowiscydoza zaczyna coraz bardziej i dotkliwiej niszczyć organizm Mateusza zainteresowanie tego typu stronami jak nasza spada już od dawna a tym samym trudniej jest trafić do ludzi którzy mieli by ochotę i przede wszystkim możliwości by pomóc nam w walce o jego życie.

Czy ktoś jeszcze może, zechce pomóc nam na tyle byśmy mogli mieć odrobinę nadziei na doczekanie przez Mateuszka leku, który być może sprawi, że będzie mógł żyć o wiele, wiele dłużej niż to się dzieje z chorymi na mukowiscydozę na dzień dzisiejszy?
Na koniec już,  tak prawdę mówiąc czy my rodzina Mateuszka mamy jeszcze prawo by prosić innych o pomoc?

CDN.


[ hana-code-insert ] ''test’' is not found



[wysija_form id=”1″]

  Categories:
view more articles

About Article Author

write a comment

0 Comments

No Comments Yet!

You can be the one to start a conversation.

Add a Comment

Your data will be safe! Your e-mail address will not be published. Other data you enter will not be shared with any third party.
All * fields are required.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.